5
mitów na temat bezpiecznego internetu

5 mitów na temat bezpiecznego internetu

01.

Antywirus to moja jedyna i wystarczająca tarcza

Opuszczę tutaj zasłonę milczenia na wszystkich tych, którzy w ogóle nie mają żadnej ochrony i nie uznają czegoś takiego jak program antywirusowy. Parafrazując słynne powiedzenie – świat dzieli się na tych, którzy uznają antywirusy oraz na tych, którzy dopiero będą uznawać.

Jednak nawet wśród tych uznających wciąż bardzo popularne jest stwierdzenie, że to w zupełności wystarczająca ochrona. Mam złą wiadomość: to nieprawda. Antywirus to solidny zamek w drzwiach twojego domu. Pilnuje, żeby złośliwe oprogramowanie nie weszło do środka i nie splądrowało ci dysku. Ale co z tego, skoro po wyjściu z domu każdy twój krok jest śledzony przez wiele wścibskich par oczu?

Tutaj na scenę wkracza VPN. Podczas gdy antywirus strzeże plików na dysku, VPN tworzy niewidzialny płaszcz dla twojego połączenia. Sam antywirus nie ukryje twojej lokalizacji przed algorytmami reklamowymi, ani nie zaszyfruje haseł, które wpisujesz w kawiarni. To po prostu dwa zupełnie różne fronty.

Duet idealny to taki układ, w którym jeden strażnik pilnuje wirtualnego domostwa, a drugi dba o to, żeby nikt nie śledził cię na mieście. VPN i antywirus tworzą właśnie taką podwójną gardę.

Nie musisz jednak tracić czasu na żmudne przeczesywanie rynku, dobieranie produktów i uczenie się obsługi dwóch różnych programów. Zrobiłem to za ciebie i z czystym sumieniem mogę polecić rozwiązanie od Surfshark. Dlaczego? Uczciwe pytanie zasługuje na uczciwą odpowiedź.

Surfshark został ostatnio z powodzeniem poddany audytowi przez firmę SecuRing – to waga ciężka światowego cyberbezpieczeństwa – i wyszedł z tego starcia obronną ręką. Jest bezpieczny, sprawdzony, zweryfikowany i co tam jeszcze da się wymyślić.

Użytkownik – czyli ty – dostaje w pakiecie nie tylko genialnego VPN-a, ale też antywirusa, który chroni kamerę internetową i skanuje urządzenia w poszukiwaniu złośliwego oprogramowania. Baza wirusów Surfshark aktualizuje się co 3 godziny, więc nie zostaniesz zaskoczony żadną hakerską nowinką. Odpalasz jedną aplikację i masz święty spokój na obu frontach. Proste, logiczne i piekielnie skuteczne

/ fot. materiały partnera
02.

Statystycznego Kowalskiego nikt nie atakuje

"Po co mi VPN? Nie jestem żadnym celebrytą ani prezesem korporacji. Kogo by interesowały moje dane?" Brzmi znajomo? To niedobrze, bo to jeden z najbardziej szkodliwych mitów w cyberbezpieczeństwie. I jeden z najczęstszych.

Hakerzy nie siedzą przed ekranem i nie wybierają ofiar jak na przesłuchaniach castingowych. Ich metody działają na masową skalę – zarzucają sieć i zbierają wszystko, co im w nią wpadnie.

Owszem, wielkie ryby finansjery i biznesu są kuszące, ale są też trudniejsze do złapania, lepiej strzeżone i otoczone prawnikami. Statystyczny Kowalski, który nie potrafi zarządzać swoim wirtualnym bezpieczeństwem, jest o wiele łatwiejszym celem.

A czego właściwie szukają? Nie tylko pieniędzy. Głównie danych. Hasła i loginy do maila czy mediów społecznościowych to towar, który można sprzedać w Darknecie – luzem, w hurtowych paczkach, firmom zajmującym się targetowanym spamem albo podmiotom, które wykorzystują przejęte konta do dalszych oszustw.

Dla przestępcy jesteś numerem w tabeli, a nie konkretną osobą. I właśnie dlatego nikt nie jest zbyt mało znaczący, żeby się nim zainteresować.

Raporty FBI Internet Crime Report mówią jasno, że liczba zgłoszonych cyberprzestępstw z roku na rok bije kolejne rekordy, a wśród ofiar roi się od ludzi, którzy byli absolutnie przekonani, że ich to nie dotyczy. Dopóki nie dotknęło.

VPN nie zmienia cię w cyfrowego ninja, ale sprawia, że przestajesz być łatwym celem widocznym na radarze. Twoje dane zamieniają się w zaszyfrowany bełkot dla wszystkich nieproszonych obserwatorów.

/ fot. materiały partnera
03.

VPN to skomplikowane narzędzie dla geeków albo programistów

Kojarzysz ten typ osoby na imprezie, która pół wieczoru tłumaczy, jak działa blockchain? VPN przez lata miał właśnie taką reputację. Narzędzie dla ludzi, którzy rozumieją, co to jest protokół WireGuard, potrafią recytować z pamięci różnice między OpenVPN a IKEv2 i w wolnych chwilach konfigurują routery, zamiast oglądać seriale.

Rzeczywistość jest inna. Współczesny VPN to aplikacja, którą obsługuje się łatwiej niż media społecznościowe. Dosłownie. Instalujesz, logujesz się, klikasz "Połącz" i tyle – magia dzieje się w tle, a ty możesz zapomnieć, że coś takiego w ogóle masz.

Weźmy na warsztat wspomnianego wcześniej Surfsharka. Działa on na telefonach, komputerach, tabletach, telewizorach, konsolach, routerach i praktycznie wszystkim, co łączy się z internetem. I wystarczy do tego jedna subskrypcja.

Jeśli chcesz wybrać konkretny kraj, z którego nadajesz, po prostu klikasz. Jeśli chcesz zatrzymać ochronę na pięć minut – też klikasz. Jeśli chcesz wrócić – klikasz.

To trochę jak z samochodem. Nie musisz wiedzieć, jak działa wtrysk paliwa, żeby bezpiecznie dojechać do celu. Wystarczy, że wiesz, gdzie są kierownica i hamulec. VPN działa analogicznie. Techniczne zaplecze jest skomplikowane, ale interfejs zaprojektowano tak, żeby nie trzeba było tego wiedzieć.

Surfshark ma też dodatkowy bonus. Funkcja Bypasser pozwala wybrać, które aplikacje korzystają z VPN, a które łączą się bezpośrednio. Bo może akurat twój ulubiony serwis nie uznaje VPN-ów i blokuje wtedy treści (to się zdarza) i w jego przypadku można zrobić wyjątek, bo i tak mu ufasz.

/ fot. materiały partnera
04.

Publiczne Wi-Fi (nawet z hasłem) jest bezpieczne

Jest takie miejsce, gdzie hakerzy uwielbiają pracować. Nie piwnica, nie tajny bunkier, lecz kawiarnia. Albo lotnisko. Albo centrum handlowe. Każde miejsce z darmową siecią Wi-Fi.

Wyobraź sobie, że wchodzisz do ulubionej kawiarni i łączysz się z siecią o nazwie Cafe_Free. Nic podejrzanego, prawda? Tyle że nie wiesz, do czyjej sieci naprawdę się podłączasz. Ktoś siedzący dwa stoliki dalej – bez ciemnych okularów i filmowego kaptura, wyglądający absolutnie normalnie – może nadawać sygnał o identycznej nazwie z małego urządzenia ukrytego w plecaku.

To technika zwana Evil twin attack stosowana regularnie w popularnych miejscach. Ba! Ulubioną ofiarą są turyści, którzy są zbyt zafascynowani swoją podróżą, żeby zwracać uwagę na "drobiazgi" takie jak wyciek danych. Klasyka gatunku.

Gdy dasz się złapać na taki manewr, stajesz się dla atakującego przezroczysty. Cały ruch internetowy przechodzi przez jego komputer. Może bez problemu podejrzeć, na jakie strony wchodzisz, jakie dane wpisujesz, a login i hasło do bankowości elektronicznej to dla niego łatwy łup.

VPN szyfruje twoje połączenie, zanim opuści urządzenie. Nawet jeśli ktoś przechwyci twoje dane, zobaczy jedynie zaszyfrowany ciąg znaków – zupełnie bezużyteczny bez klucza deszyfrującego. Najlepiej oczywiście unikać publicznego Wi-Fi do wrażliwych operacji, ale jeśli musisz skorzystać – VPN to jedyna rozsądna opcja.

Surfshark oferuje ponad 4500 serwerów w 100 krajach. Co to oznacza w praktyce? Że gdziekolwiek jesteś – w tajskiej kawiarni, na lotnisku we Frankfurcie, w hotelu w Barcelonie – zawsze możesz zameldować swoje urządzenie w Polsce i korzystać z szyfrowanego połączenia. Jeden klik i możesz spokojnie zalogować się do banku.

/ fot. materiały partnera
05.

Cyberbezpieczeństwo to droga zabawa

Jeszcze nie tak dawno abonament na porządny VPN faktycznie oznaczał wydatek, który mógł odstraszać. To się zmieniło. Dziś bariera wejścia jest niższa niż cena przeciętnego serwisu streamingowego, a zasięg ochrony zdecydowanie szerszy.

Surfshark kosztuje miesięcznie około 30 złotych – przy rocznej subskrypcji taniej – i obejmuje nielimitowaną liczbę urządzeń. Jeden abonament chroni jednocześnie telefon, laptop, tablet, telewizor i konsolę. Bez dopłat, bez limitów, bez kombinowania, kto z rodziny może się zalogować.

Zróbmy wspólnie małe zestawienie kosztów. Z cyklu Z życia wzięte. Jeden wypad do kina dla dwóch osób to często więcej niż miesięczny koszt pełnej ochrony cyfrowej dla całej familii.

W skrócie: VPN to nie jest zabawka dla ludzi o grubym portfelu. To narzędzie dla każdego, kto nie chce płacić znacznie wyższych rachunków po tym, jak ktoś nieprzychylny przejmie jego konto bankowe, skrzynkę mailową albo dane osobowe. Taka inwestycja naprawdę się opłaca.

Tym bardziej, że ramach pakietu Surfshark One masz do dyspozycji coś w rodzaju cyfrowego centrum dowodzenia. Jedno miejsce, w którym możesz zadbać o bezpieczeństwo na wielu frontach jednocześnie.

Chronisz połączenie, ale też dostajesz alert, gdy twoje dane wyciekną gdzieś w sieci. Szukasz w internecie bez zostawiania śladów. A jeśli rejestrujesz się w nowym serwisie, możesz posłużyć się wirtualną tożsamością, bez podawania prawdziwego maila czy numeru telefonu.

/ fot. materiały partnera
uwaga

Niektóre elementy serwisu mogą niepoprawnie wyświetlać się w Twojej wersji przeglądarki. Aby w pełni cieszyć się z użytkowania serwisu zaktualizuj przeglądarkę lub zmień ją na jedną z następujących: Chrome, Mozilla Firefox, Opera, Edge, Safari

zamknij
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.